GRAZYNA ZAJAC 3

 

Cengiz Dağcı - pisarz bez ojczyzny… (3)
 
Eşim Regina’yı o yılın baharı tanıdım. (HCD, s. 144)
Moją żonę Reginę poznałem właśnie tej wiosny
 
Warszawa, Kijów, Melitopol, Or Kapı, Canköy, Akmescit… Tak Cengiz Dağcı przedstawia w skrócie swoją radosną podróż w rodzinne strony. Miał bardzo mało czasu – gdyby nie wrócił na czas do jednostki,uznano by go za dezertera. Już w momencie, gdy wysiadając z pociągu postawił nogę na ojczystej ziemi, poczuł, że to nie jest ten kraj, za którym tak bardzo tęsknił… Z początku było to tylko przeczucie, ale szybko przekonał się, że tak jest naprawdę: jego ukochany Krym, dla którego od tylu miesięcy płonął tęsknotą, był mu obcy. Niemiecka okupacja wytworzyła w mojej ojczyźnie atmosferę, która kazała zapomnieć lub przysłoniła cieniem najstraszniejsze i najbardziej mroczne dni rosyjskiego terroru komunistycznego. Mój naród – uciśniony, ukarany, rozbity duchowo – był świadkiem najczarniejszych chwil w swojej historii. Jeszcze dwa lata wcześniej, choć znajdował się pod uciskiem rosyjskiej, komunistycznej tyranii tak ciężkiej, że czasami odbierającej oddech, to jednak miał swoje szkoły, teatr, organy prasowe i autonomię; a teraz zapomniał o swojej przeszłości, zamknął się na przyszłość i żył osaczony w pierścieniu zbrodniarzy; tkwił w trudnym do opisania strachu, ale nie był to strach przed przyszłością, lecz lęk wynikający z niewiedzy, jak długo jeszcze dane będzie żyć. Moja tęsknota za ojczyzną, którą przeżywałem będąc w armii radzieckiej i moje koszmarne sny, jakie miałem w łagrze – wobec tej straszliwej rzeczywistości, w jakiej znalazł się mój naród – były niczym. (HCD, s. 132-133)        
            Cengiz nie odnalazł szczęścia i nie poczuł ukojenia, kiedy przekroczył próg rodzinnego domu. Wszystko wydało mu się obce, a najbliżsi – patrząc na jego hitlerowski mundur – także zdawali się mieć w oczach coś bardzo obcego. Najstarszych dwóch sióstr nie było w domu, a z urwanych, niechętnie cedzonych przez zęby wypowiedzi ojca Cengiz wywnioskował, że przyłączyły się gdzieś w górach do partyzantów i walczą z okupantem. Były więc po przeciwnej stronie barykady. W domu nie było także starszego brata – jak wielu innych młodych ludzi Timur został na siłę wcielony do roboczej brygady i wywieziony w nieznane. Dopiero kilka lat później Cengiz dowiedział się, że brat zaginął gdzieś w Polsce podczas wyrębu lasu. Najmłodsze rodzeństwo, Ayşe, Tevide i Halit, skuleni w mrocznym kącie pokoju spoglądali niepewnie na Cengiza, a ojciec, z którym Cengiz zawsze tak dobrze się rozumiał, był teraz nieprzeniknioną tajemnicą… Twarz ojca i sposób, w jaki na mnie spoglądał, uniemożliwiały mi odgadnięcie jego myśli. Nie był w stanie wydobyć z siebie głosu. Po dłuższej chwili milczenia zdołał tylko powiedzieć: „To jest okrutny naród”. Wydaje mi się, że chciał jeszcze coś dodać, ale zamilkł. To, co chciał powiedzieć, wyczytałem w jego twarzy i w oczach. (HCD, s. 134)           
            Zanim minął tydzień, Cengiz spakował się do wyjazdu. Widząc to, matka spytała zdławionym głosem, z załzawionymi oczami:
- Jedziesz już?
- Tak, matko. Jadę.   
            Musiałem jechać. I pojechałem…
            I jak odjechałem, tak już nigdy więcej nie zobaczyłem Krymu. (HCD, s. 137)
 
W legionie powitały Cengiza zdziwione spojrzenia kolegów, którzy byli pewni, że ich towarzysz – skorzystawszy z okazji – zdezerteruje i już nigdy do nich nie wróci; on tymczasem powrócił do jednostki przed upływem ważności przepustki. O nic nie pytali i – jak pisze Cengiz – udali, że nie widzą tego rozczarowania, jakie przywiózł ze sobą. W tym czasie na froncie wschodnim zaczęło się dziać coraz gorzej i nawet Niemcy nie próbowali tego ukrywać. Dla żołnierzy z legionu wiadomości o niepowodzeniach na Wschodzie były przerażające. Cengiz i jego najbliżsi towarzysze wiedzieli, że z rąk Rosjan czeka ich tylko śmierć. W chwilach, gdy byli sami i mogli otwarcie rozmawiać, pojawiał się nawet temat ucieczki. Ale dokąd… Bez broni daleko by nie zaszli. W tym miejscu wspomnień Cengiza dowiadujemy się, że choć od początku ich służby w legionie minął już rok, poza okresami ćwiczeń (ze ślepą amunicją) wciąż jeszcze nie mieli w ręku broni. W końcu uznali, że ucieczka w tej sytuacji byłaby bardzo nierozsądna i postanowili czekać na rozwój wydarzeń na Wschodzie.
            Pod koniec 1943 roku nastąpiły niespodziewane wypadki. Cały legion załadowano do wagonów towarowych i przerzucono do południowo-zachodniej Francji. Kiedy Cengiz znalazł się w miasteczku Albi u stóp Pirenejów, poczuł się tak daleko od Krymu i od idei walki o „wolny Turkiestan”, że jego obecność w legionie wydała mu się już kompletnie bezsensowna. Moje oderwanie się od życia było zupełne… Było całkowite… I nie potrafiłem już pocieszyć się nawet ideą niepodległości Turkiestanu […] Żyć bez nadziei oznaczało dla mnie – umrzeć; przestać istnieć. Czyli co? Samobójstwo? To, że wciąż stałem na nogach, zawdzięczałem jedynie desperackim błaganiom mojej duszy… (HCD, s. 139-140)
            Na trzeci dzień po przybyciu do Albi Cengiz podjął nagłą decyzję: napisał podanie o zwolnienie ze służby i zezwolenie na powrót do ojczyzny. Odpowiedź z dowództwa przyszła nadspodziewanie szybko i była pozytywna. Cengizowi wystawiono odpowiednie dokumenty, które miały mu umożliwić bezpłatny przejazd do Warszawy, a tam lokalne władze wojskowe miały go wysłać w dalszą drogę. Jak Cengiz wspomina po latach, jego pożegnanie z przyjaciółmi było dość dziwne: Wszyscy trzej rzuciliśmy się sobie w objęcia; ucałowaliśmy się, a oni dwaj złożyli mi życzenia pomyślności. To dziwne, ale wszyscy wiedzieliśmy, że nasze drogi nie przetną się już nigdy i na żadnym skrzyżowaniu. I rozstaliśmy się, nie mówiąc sobie: „do zobaczenia po wojnie”. Rozstawaliśmy się na zawsze. (HCD, s.140)
            Po długiej podróży, na początku zimy Cengiz dotarł do Warszawy, a pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mu się w oczy, była olbrzymia ilość żołnierzy na ulicach. Wielu z nich trafiło tutaj wprost ze Wschodu. Po ich kroku, po sposobie trzymania broni i wyrazie twarzy Cengiz natychmiast zrozumiał, że oto na jego oczach dumni Niemcy zaczynają tracić swoją pewność siebie. Oprócz nich na warszawskich ulicach można było spotkać żołnierzy innych narodowości: Gruzinów, Ormian, Azerów i przedstawicieli narodów Kaukazu. Wszyscy oni służyli w legionach wschodnich. Udałem się do komendantury tych jednostek, mieszczącej się na ulicy Hortensjowej. Nie otrzymałem od komendanta żadnej wiążącej odpowiedzi. Moja sytuacja nie była wyjątkowa; wszyscy, którzy zgłaszali się do komendantury, byli w podobnym położeniu. Każdy był dla siebie dowódcą, każdy sam sobie wydawał rozkazy. Najpierw oznajmiono mi, że drogi na Krym są w rękach wroga. Nie miałem już jednak możliwości powrotu; moim miejscem przeznaczenia był Krym – zatwierdzony przez komendanta, obity pieczątkami, poświadczony licznymi dokumentami, które miałem w ręku. Ludzie z komendantury okazali się wyrozumiali: pozwolili mi pozostać na ulicy Hortensjowej do czasu, aż drogi na Krym zostaną odblokowane. (HCD, s. 141)
            Wraz z Cengizem schronienie znaleźli tam tacy jak on „zawieszeni w próżni” i pozbawieni ojczyzny Gruzini, Ormianie, mieszkańcy Kaukazu, a nawet Albańczycy i Bośniacy. Pozbawieni jakichkolwiek zajęć, ćwiczeń, musztry, skazani byli na szukanie sobie rozrywki. Jedni spali całymi dniami, inni grali w karty lub opowiadali swoje wojenne przygody, nieliczni – ci, którzy mieli książki – zabijali czas czytaniem wciąż tego samego. Choć nie było zakazu opuszczania budynku, Cengiz przez całą zimę nie wyszedł na ulicę w nadziei, że nagle usłyszy wiadomość o odblokowaniu dróg na Krym i będzie mógł natychmiast wyruszyć.Tak minęła długa, warszawska zima. Nadszedł mój dzień urodzin i minął; na ulicach Warszawy stopniał śnieg, a słońce przyniosło nową zdolność widzenia moim oczom, które – choć nie jestem całkiem ślepy – nie widzą tego, co jest daleko. Przywoływał mnie zapach wiosny. W swoim młodym życiu wiele już widziałem i wiele przeżyłem. Nieraz znalazłem się w sytuacji trudnej, a nawet beznadziejnej. Zawsze jednak byłem cierpliwy. Zawsze też wierzyłem, że nic, czego się bardzo pragnie, nie przychodzi łatwo i bez wysiłku, że moje radości i smutki mają swe źródło w najwyższych wartościach moralnych, a waga mojego życia wzrasta dzięki tym wartościom. Moją żonę Reginę poznałem właśnie tej wiosny… (HCD, s. 143-144)

Anket

  Cengiz Dağcı'nın Polonya'da tanınan bir yazar olabilmesi için sizce en etkil çalışma hangisi olurdu ?

  • E-Bülten

  • Sözlük

  • Müzik Yayını

    485868 Ziyaretçi