Cengiz Dağcı - pisarz bez ojczyzny… (1)

 

Cengiz Dağcı - pisarz bez ojczyzny… (1) 
DOÇ.,DR. GRAZYNA ZAJAC
 
Sen ölmezsin, seni Tatar anası doğurdu [1]
Ty nie umrzesz, urodziła cię tatarska matka
 
Bohater mojej opowieści, to pisarz szczególnie bliski memu sercu – poznałam jego twórczość jeszcze podczas studiów turkologicznych w latach 80., kiedy w Polsce nie mówiło się otwarcie o tragicznym losie Tatarów krymskich, jaki zgotowała im władza radziecka. Jest to pisarz związany duchowo z czterema krajami: ze swoim Krymem utraconym za młodu; z Polską, z której pochodziła jego zmarła niedawno ukochana żona; z Anglią, gdzie zamieszkał po wojnie i żyje do dziś oraz z Turcją, którą obrał na miejsce publikacji wszystkich swoich powieści, a język turecki uczynił językiem swoich utworów. Można by powiedzieć, że to człowiek czterech ojczyzn. Ja jednak zatytułowałam moją opowieść zupełnie inaczej i sądzę, że wśród Was, drodzy czytelnicy „Życia Tatarskiego” znajdą się tacy, którzy ten tytuł uznają za słuszny oraz tacy, którzy przeciwko niemu zaprotestują… Zapewne i jedni, i drudzy będą mieli rację, wszak różne bywają definicje ojczyzny. Dla mnie zdefiniowanie ojczyzny jest bardzo proste, bo prosta jest moja biografia. Moją małą ojczyzną jest beskidzka, połemkowska wioska, a także Kraków, a dużą ojczyzną – Polska. Jak określić ojczyznę Cengiza Dağcı, którego wojenna zawierucha na zawsze pozbawiła domu… Na Krym nigdy już nie wrócił (chyba, że w snach), do Turcji nie udało mu się wyemigrować, Polska na długie lata odgrodziła się od niego żelazną kurtyną… Została mu Anglia ze skromną dzielnicą pod Wimbledonem… Tam, przez ponad pięćdziesiąt lat płonął tęsknotą za swoim ukochanym Krymem, opisywał tragiczne losy takich jak on, tułaczy, by przystępując do spisania wspomnień u schyłku życia wyznać: Czuję, że dogasa już we mnie temat Krymu, który przez pięćdziesiąt lat karmił moje pisarstwo… (HCD, s. 9) Wspomnienia te, wydane w 1996 roku (Hatıralarda Cengiz Dağcı – Cengiz Dağcı we wspomnieniach), stanowiły podstawowe źródło mojej wiedzy o autorze podczas pisania tego artykułu.
 
Cengiz Dağcı (czyt.: Dżengiz Daadży)[2] urodził się 9 marca 1920 roku w miasteczku Gurzuf, kilkanaście kilometrów na wschód od Jałty. Jego ojciec Emir Hüseyin, syn zamożnego chłopa ze wsi Kızıltaş (obecnie Krasnokamiensk), wyuczył się fryzjerskiego fachu i zamieszkał w Gurzuf, gdzie poznał swoją przyszłą żonę Fatmę. Z tego związku urodziło się ośmioro dzieci, czterech synów i cztery córki, a Cengiz był czwartym z kolei dzieckiem. Dzieciństwo przyszłego pisarza, spędzone w Gurzuf i Kızıltaş, było beztroskie i szczęśliwe, choć rodzinie żyło się skromnie. Okres wielkiego głodu (1921-23) Cengiz znał tylko z opowiadań dorosłych, a lata liberalnej gospodarki na Krymie (NEP, 1926-29) określi później w swoich wspomnieniach mianem najpiękniejszego okresu życia, jaki pamięta. Z tego okresu zapamiętał też pierwszy kontakt z literaturą – były to nowele Ömera Seyfettina[3] czytane dzieciom przez wujka. Ten spokój tatarskich rodzin został zburzony w 1929 roku, gdy zaczęła się akcja wysiedlania Tatarów. W tej pierwszej akcji najbliższa rodzina Cengiza nie ucierpiała, choć w nieznane zostali wywiezieni krewni. W 1930 roku rozpoczęła się przymusowa kolektywizacja tatarskich wsi, a w następnym roku – masowe aresztowania. Do więzienia trafił także ojciec Cengiza. Po kilku miesiącach wypuszczono go na wolność, lecz zakazano powrotu na wieś. Emir Hüseyin zamieszkał w Akmescit[4], w maleńkim, rozwalającym się domu, składającym się z jednego pomieszczenia…     
            Do tego domu, na wezwanie ojca, przybył Cengiz Dağcı w 1932 roku, po skończeniu szkoły początkowej w Kızıltaş. Ojciec pragnął bowiem, aby Cengiz kontynuował naukę, a całej rodziny nie mógł sprowadzić, gdyż żył w nędzy. W ten sposób chłopiec trafił do symferopolskiej szkoły średniej, gdzie uczył się przez pięć lat. Po latach straszliwego głodu (1933-34) sytuacja na Krymie zaczęła się normalizować. Kiedy władze zezwoliły w roku 1934 na wolną sprzedaż chleba, ojciec i syn poczuli się naprawdę szczęśliwi: Byłem szczęśliwy. Mój ojciec także. Dzisiaj szczęścia mierzy się innymi miarami, lecz w tamtych warunkach szczęściem było utrzymać się przy życiu. (HCD, s. 50) W 1936 roku ojciec Cengiza podjął decyzję o sprowadzeniu do miasta całej rodziny: matki i czwórki najmłodszych dzieci. W ten sposób, w maleńkim jednoizbowym domu o podłodze z ubitej ziemi zamieszkało siedem osób…
W 1938 roku Cengiz Dağcı skończył szkołę i rozpoczął studia historyczne w Instytucie Pedagogicznym[5]. Miał już wtedy za sobą debiut literacki – gdy był w ostatniej klasie, w miejscowym czasopiśmie dla młodzieży ukazały się jego pierwsze wiersze. W tym czasie na ulicy postawiono latarnie, co sprawiło Cengizowi wielką radość. Gdy cała rodzina rozłożywszy materace kładła się do snu, w domu nie było już skrawka wolnej przestrzeni. Cengiz wychodził wtedy ze swoimi książkami przed dom, uczył się na ulicy w świetle latarni, tam też pisał swoje wiersze. Aby pomóc ojcu w utrzymaniu rodziny, równolegle ze studiami podjął pracę w redakcji gazety „Komsomolec”, tłumacząc na język tatarski teksty oficjalnych doniesień prasowych.
Szczęśliwe choć bardzo biedne lata studiów przerwała wojna. W grudniu 1940 roku Cengiz Dağcı otrzymał wezwanie do wojska i w ten sposób rozpoczął się nowy, tragiczny okres w życiu przyszłego pisarza. Ten fragment wspomnień obfituje w opisy bałaganu, dezorganizacji i całkowitego braku planu działania w radzieckiej armii zarówno w okresie poprzedzającym napaść Niemiec na Związek Radziecki, jak i w pierwszych tygodniach wojny… Całe cztery tygodnie krążyliśmy po ziemiach południowo-zachodniej Ukrainy. Najpierw Canköy, potem Nikolayev. Potem nasz pociąg przez tydzień stał na bocznicy na skraju miasta. Pod koniec tygodnia ruszyliśmy do Odessy, z Odessy do Balty, z Balty znów do Odessy i dopiero w połowie lutego znalazłem się w sztabie dowodzenia w mieście Izmaił. Choć ja i moi koledzy nie mieliśmy mundurów, do końca lutego ćwiczyliśmy musztrę tak jak umundurowani żołnierze, a w pierwszym tygodniu marca zostaliśmy przewiezieni krytą ciężarówką do Kiszyniowa. (HCD, s. 88)
Cengiz Dağcı został skierowany na przyśpieszony kurs dowódców czołgów, ale nie zdążył go skończyć. W czerwcu 1941 roku Niemcy wypowiedziały Związkowi Radzieckiemu wojnę, a Cengiz jako szeregowy żołnierz odbył przyśpieszone manewry ćwiczebne i w połowie lipca ruszył na front. Ale, jak pisze we wspomnieniach, nikt nie wiedział, gdzie jest ten front; albo raczej – nie było czegoś takiego jak front. (HCD, s. 96) Przez dwa tygodnie przemierzał ze swoją jednostką spalone wsie i miasteczka, mijając tysiące cywili w popłochu uciekających przed wojną i rannych żołnierzy – półnagich, z nieopatrzonymi ranami. W ostatnim dniu lipca jednostka dotarła na otwartą równinę, za którą rozciągał się las zajęty przez Niemców. Żołnierze dostali rozkaz okopania się i czekania na amunicję, która miała niebawem dotrzeć. Nad ranem rozpętało się piekło; z lasu posypał się nieprzerwany ogień kul, potem nadleciały wrogie myśliwce, na koniec równinę ostrzelały armaty. Cengiz i jego towarzysze nawet nie próbowali odpowiadać na ogień wroga – nie mieli amunicji. Aby się lepiej okopać, Cengiz próbował użyć swojego kaszkietu, gdyż nikt nie miał łopatki. Gdy kanonada zelżała, żołnierze zaczęli pojedynczo uciekać z równiny i Cengiz również zdołał wydostać się z tej śmiertelnej pułapki. Dojrzałem kątem oka kilka osób uciekających w stronę pola kukurydzy i skulony w pół pobiegłem za nimi. Po dziesięciu minutach znalazłem się wśród łanów kukurydzy, która przewyższała mnie wzrostem, a wraz ze mną znalazło się tam kilku takich jak ja niedoświadczonych i zagubionych młodych chłopców, wciąż spragnionych matczynej miłości i ciepła. Gdzie teraz należało pójść? Nie wiedzieliśmy. Nikt nam tego nie powiedział. (HCD, s. 98)
Trzy dni spędzili w polu kukurydzy ocaleni z bitwy żołnierze, zanim pozbierano ich i powiedziano, dokąd mają się udać. W wyczerpującym, chaotycznym marszu, dziesiątkowani przez pojawiający się nie wiadomo skąd ostrzał, dotarli nad rzękę Boh w okolice miasta Pierwomajsk z rozkazem obrony mostu. Następnego dnia, dziewiątego sierpnia, rozpętało się piekło. I znów jednostka Cengiza nie miała szans w nierównym starciu przeciwko moździerzom i myśliwcom. Wtem rozstąpiło się niebo i wraz z ogniem moździerzy wyleciały w górę i wymieszały się ze sobą woda, kamienie, żelastwo, ludzkie mięso i kości. Nie pamiętam, jak długo trwał ostrzał; ile sekund, minut czy godzin. Jeśli coś pamiętam, to tylko to, że wtulony twarzą w ziemię, trzymając się rękami za głowę cały czas się modliłem. Czasami mówię sobie, że nie jestem zbyt religijny. I nie jestem. Ale nie mogę zaprzeczyć, że tamtego dnia nad brzegiem Bohu tylko jedna jedyna broń mogła mnie wybawić od śmierci pod tym gradem ognia, który na nas spadał: modlitwa. Dopiero dłuższą chwilę po tym, jak ustał ogień, odważyłem się podnieść głowę. Gdy ją podniosłem, zobaczyłem skierowane ku mojej głowie lufy karabinów i stojących nade mną dwóch niemieckich żołnierzy. No i tyle było mojego wojowania. Dnia 9 sierpnia 1941 roku koło południa trafiłem do niewoli. (HCD, s. 106-107)
Cengiz Dağcı znalazł się najpierw w obozie jenieckim w Kirowogradzie, a w listopadzie udał się w morderczym marszu do obozu Uman. Była to droga śmierci, którą przebyła zaledwie jedna trzecia spośród dziesięciu tysięcy jeńców. Jakby tego było mało, przed bramą obozu Uman ocaleli z marszu jeńcy spędzili trzy dni i trzy noce w oczekiwaniu na zakończenie prac budowlanych w obozie.
Było to miejsce straszne. Pisarz uczyni je potem miejscem akcji powieści Korkunç Yıllar (Straszne lata). Sadystyczni strażnicy znajdowali przyjemność w fizycznym i duchowym znęcaniu się nad ludźmi. Jeńcy marli z zimna, niedożywienia, z braku opieki medycznej. Gdy Cengiz rano otwierał oczy, nigdy nie był pewien, czy leżący obok jest żywy, czy martwy. Aby nie zwariować, spędzał długie godziny na marzeniach. Zamykał oczy i już był na Krymie. Odnajdywał się wśród kolegów z dzieciństwa i biegał z nimi po zasypanych śniegiem symferopolskich uliczkach Karaimów, Krymczaków, Tatarów i Cyganów. Ślizgał się po lodzie i lepił bałwany. Ale czasem trzeba było opuścić krainę marzeń i wrócić do piekła… Każdego ranka wjeżdża wóz pełen ubłoconych ziemniaków, a stojący na wozie wieśniak podjeżdża do kotłów wypełnionych wodą i do każdego wrzuca po dwanaście łopat ziemniaków z ziemią i błotem. Koło południa ustawiamy się w kolejce. Kto ma blaszankę, dostaje zupę do blaszanki; kto nie ma – bierze do czapki albo kołpaka. Dni nie różnią się od nocy, a noce od dni. Nie ma miejsca na płacz. Na współczucie. Na wzdychanie, wyżalanie się. Jest śmierć. Chcesz to śpij, nie chcesz to nie śpij, Azrail, anioł śmierci zawsze jest przy tobie. A zima – nieludzka.  (HCD, s. 111)


[1] Cengiz D a ğ c ı, Hatıralarda Cengiz Dağcı, Ötüken, İstanbul 1998, s. 271 (wszystkie zamieszczone w tekście cytaty pochodzą z tej książki, zostały przetłumaczone na język polski przez autorkę, oznaczone są skrótem HCD).  
[2] Artykuł przygotowano na podstawie źródeł tureckich i wszystkie nazwy własne są tutaj zapisywane zgodnie ze współczesną pisownią turecką. 
[3] Ömer Seyfettin (1884-1920) – wybitny pisarz reprezentujący nurt Literatury Narodowej (Millî Edebiyat), uważany za twórcę tureckiej nowelistyki.
[4] Akmescit – tatarska i turecka nazwa Symferopolu, stolicy obecnej Autonomicznej Republiki Krymu. 
[5] Według wspomnień Cengiza Dağcı, w tym okresie w Akmescit działały dwie szkoły wyższe: Uniwersytet Medyczny oraz Instytut Pedagogiczny, który przygotowywał kadry nauczycielskie dla szkół z językiem tatarskim. Na roku Cengiza były tylko dwie osoby z Krymu, reszta pochodziła z różnych rejonów Rosji (HCD, s. 59).

Anket

  Cengiz Dağcı'nın Polonya'da tanınan bir yazar olabilmesi için sizce en etkil çalışma hangisi olurdu ?

  • E-Bülten

  • Sözlük

  • Müzik Yayını

    485903 Ziyaretçi